wiersze

środa, 27 kwietnia 2016

"Jaskinia Golema"

- Musze iść z Tobą, nie zostawię Cię- rzekł chłopak.
- Niestety kochany, lecz muszę tego dokonać sama.- odparła Dalty.
I tak oto dziewczyna chciała zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem. Tak naprawdę bardzo się bała, lecz chciała wykazać się wielką odwagą. Więc swoją siłą woli wyczerpaną już po poprzednich zmaganiach odsunęła wielki głaz, który zasłaniał wejście do jaskini. Była to jaskinia nocnego golema. Gliniany stwór zaatakował wieki temu pobliskie miasto przedwiecznych królów Coronam Auream. Zabił dużo niewinnych osób. Od tamtego czasu nikt tam nie mieszka. Każdy kto przeżył opuścił tą miejscowość ze strachu. Dalty uczennica przedwiecznego czarodzieja Maleficusa znanego również pod nazwą Monstrorum Domitor, czyli pogromca stworów musiała wypędzić golema z tego wszechświata. Tak bowiem mówiła przepowiednia, która od lat, od zarania dziejów była schowana w wielkiej skrzyni skarbów tegoż miasteczka. Wyciągnęła z pochwy swój miecz "apium". Trzymała go w prawej ręce. W lewej zaś swoją brunatną różdżkę, która nosiła imię "Nigro Cortice". Nazywała się tak, gdyż jej sercem była łuska czarnego smoka, zamieszkującego te ziemie 3 ery temu. Nie wiedziała ona jednak, że ów golem był objęty osłoną z czarnej magii, więc czary tutaj na nic. Wkroczyła do jaskini ostrożnym krokiem, posuwistym, powolnym, cichutkim ruchem zbliżała się do miejsca w którym spał stwór. Chłopiec i tak musiał postawić na swoim. Lata życia coś go nauczyły. Poszedł za nią, lecz poruszał się tak przebiegle, że nawet się nie spostrzegła, że jej pilnuje. Miał takie dziwne przeczucie, iż będzie jej bardzo potrzebny, a ponieważ kochał ją to postanowił jej bronić. Jedyną mocą jaką posiadał było przynoszenie paru, parunastu litrów wody w powietrzu za pomocą siły umysłu. Nie był jakoś dobrze zbudowany, był przeciętny. Kochał ją i mógł się za nią poświęcić.
- Ale tu ciemno - mówiła przerażona dziewczyna sama do siebie- ile ja bym dała, aby to wszystko się nie wydarzyło… A mogłabym teraz leżeć na wzgórzu Virdi Lea (rodzinna wioska Dalty) wraz z nim, ahhhh. Twarda dziewczyna nie poddawała się, powtarzała sobie że robi to nie tylko z przeznaczenia, nie tylko dlatego, że to ona musi zabić golema, lecz także dla swojego ukochanego, z którym chciała spędzić resztę swojego życia. Szła dalej. Nagle stanęła. Całkowitą cisze w jaskini zakłóciła kropla wody spływająca po ogromnym stalaktycie. Nad jej głową przeleciało także parę nietoperzy, wydając ogromnie straszliwe dźwięki, tak jakby były czymś przerażone, albo z wielkim zainteresowaniem głośno rozmawiały o wczorajszej imprezie po mocnych używkach. Ogarnęła się troszkę i szła dalej (nieświadoma oczywiście tego, że za jej plecami podążał ukochany). Jaskinia ta była nieskończenie długa. Lekko zmęczona dziewczyna oparła się na chwilę o ścianę. Jaskinia ta nie bez powodu nazywała się Captionem, miała pełno pułapek sporządzonych i idealnie opracowanych przez starych czarnoksiężników. Podłoga pod nią otworzyła się i spadła 3 piętra niżej do zimnego jeziorka jaskiniowego. Dobrze chociaż, że umiała pływać. Z trudem wydostała się na brzeg. Docierało tam znikome światło, więc mało co widziała. Czekała ją kolejna niemiła niespodzianka - obudziła upadkiem gobliny. Rzuciły się na nią całą gromadą. W wielkim pośpiechu chciała wymierzyć cios w jednego z nich. Niestety miecz był śliski i wypadł jej z ręki, jeszcze tak niefortunnie, że mocno zranił ją w rękę. Gobliny rzuciły się na nią. Z bezradności zaczęła wołać o pomoc. I tak właśnie przeczucie chłopaka się przydało. Zobaczył dziurę przez którą wpadła nasza bohaterka. Usłyszał jej słodki głos w którym był przeogromnie zakochany. Bez wahania wskoczył do lodowatej wody. Ujrzał ranną Dalty pochłoniętą przez "kupę" goblinów. Swoimi magicznymi zdolnościami przeobraził jezioro w wielką kulę wody. Sam nie wierzył, że jest w stanie przenieść tyle litrów.
- Nabierz powietrza w usta! - krzyknął i rzucił kulą prosto na nią. Wszystkie gobliny się potopiły. Dalty z trudem się wydostała i złapała oddech. Uratował ją po raz pierwszy w życiu. Obydwoje odetchnęli z ulgą. Dziewczyna na początku była zła, że jej nie posłuchał i poszedł za nią, lecz zrozumiała, że nie dała by sobie bez niego rady. Powoli, czule przysunął się do niej, objął ją i pocałował z uczuciem. Rozebrał ją z mokrych ubrań, a ona rozpaliła różdżką magiczne ognisko i wysuszyła ubrania. Drżała niesamowicie ze strachu, z podniecenia, z miłości. Cały czas mówił do niej czule, opatrzył jej ranę, głaskał po głowie, przytulał, w końcu wyznał jej miłość.
-Kocham Cię – rzekł.
- Tak długo na to czekałam - uśmiechnęła się i zarumieniła - Ja ciebie też smoczku - odpowiedziała schlebiająco.
Nasza para zakochanych po upojnych paru godzinach spędzonych razem, założyła suche już ubrania i wyruszała na wspólny podbój golema...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz